home powolanie charyzmat historia patronka czytelnia galeria kontakt  

 
                       
  
 

 

Przechodząc klasztornym korytarzem, widzę cichutko przemykające postacie - mniszki klauzurowe. Mijam jedną z nich - wita mnie ślicznym uśmiechem. Widzę jej oczy... przed chwileczką wyszła z kaplicy. W tych oczach można uchwycić obraz wnętrza tej istoty. Bez wątpienia jest szczęśliwa. Wiem dlaczego...

Mojemu szczęściu też nie wierzą. Niedawno otrzymałam list, a w nim następujące stwierdzenie: "Mnie na samą myśl, że przebywałabym w jednym miejscu przez dłuższy czs, cierpnie skóra i wydaje mi się nie mające żadnego sensu, żeby samemu tego chcieć. No cóż, nie każdy widać jest do tego stworzony. Mogłaś uczyć dzieci, pomagać chorym, a ty po prostu uciekłaś od świata i zamknęłaś się za murami. Moim zdaniem to egoistyczny wybór!"

Rzeczywiście, nie każdy jest stworzony do życia w klauzurze. Każdy otrzymał od Boga inne powołanie, w którym może realizować się, a przez to być szczęśliwy. Dzięki geniuszowi Stwórcy świat jest w swojej różnorodności tak piękny, podobnie jak ogród kiedy wszystkie kwiaty rozkwitną.

"Klara wybrała klauzurę w San Damiano nie po to, aby uciekać od świata, wobec którego żywiła podziw i miłość, ale by móc całym sercem oddać się na służbę umiłowanemu nade wszystko Bogu. Klauzura dla św. Klary stała się środkiem miłości boga poprzez uwielbienie i miłość człowieka poprzez modlitwę wstawienniczą, apostołując w ten sposób w świecie".

Apostolat św. Klary rozlewał się na cały świat, A także na jej bliższe otoczenie: "We łzach błagała Pana o litość nad ukochanym miastem Asyżem, oblężonym przez wrogie wojska i miasto zostało ocalone. Płakała nad grzesznikami, którym groziło potępienie. Przyjmowała strapionych i ubogich, którzy szukali za pośrednictwem jej modlitwy pociechy w ich niedoli. Chore dzieci powierzane przez zapłakane matki dzięki jej modlitwie odzyskiwały zdrowie; małżonkowie żyjący w separacji wracali do zgody".

Majestatyczny obraz klasztorów może wydawać się nieosiągalny w pojęciu sensu swego istnienia. Okazuje się jednak, że życie zakonnicy (patrzącej "za koniec" z perspektywy pielgrzyma, skupiającej się na życiu nadprzyrodzonym i dążącej do życia z ducha) zawiera w sobie głęboki sens. W "Instrukcji o życiu kontemplacyjnym i klauzurze mniszek" czytamy: "Na dar Chrystusa Oblubieńca, który na krzyżu ofiarował całe swe ciało, mniszka odpowiada podobnie darem swego <ciała>, ofiarując się wraz z Jezusem Chrystusem Ojcu oraz współpracując w dziele odkupienia. W ten sposób odłączenie od świata nadaje całemu życiu klauzurowemu wartość Eucharystyczną; nie tylko aspekt ofiary i zadośćuczynienia, ale także (...) dziękczynienia składanego Ojcu przez udział w dziękczynieniu umiłowanego Syna". (VERBI SPONSA)

Klauzura zatem nie jest ucieczką od problemów i troska; łączy ona w sobie wszystkie pierwiastki życia codziennego. Uosabia jednak wędrówkę pielgrzymią wolnością i radością dzieci Bożych.

Klauzura pozwala wejść w głąb siebie i może to być droga bez końca w odkrywaniu Boga... Klauzura mnie fascynuje, ale nie z powodu swej odmienności, czy budzącego zainteresowania, lecz dlatego, że daje możliwość i przedsmak tego, co będzie naszym udziałem w wieczności z Chrystusem... Nie jest to życie usłane wyłącznie różami, raz jest lepiej, raz gorzej - jak to w życiu bywa.

"Wpatruj się w Niego [Chrystusa], rozważaj, kontempluj i pragnij Go naśladować" (Rene-Chrles Dhont OFM, "Klara wśród swoich sióstr") - to wskazanie św. Klary możliwe jest właśnie w ciszy klauzury...

Dalej czytam list, a w nim: "W istocie to wszystko jest zadziwiające. Ale ciekawa jestem co skłania młode dziewczyny, że nagle zostawiają wszystko i podejmują tego typu życie? Nie mogę tego zrozumieć."

Miłość - to ona jest powodem wyrzeczenia się wszystkiego i pójścia za Jezusem bez oglądania się za siebie. To właśnie ona powoduje, że wszystko inne staje się już nieistotne. Dusza pragnie przebywać u stóp Tego, którego ukochała - odpowiadać miłością na miłość. Mniszka na wzór Maryi nieustannie kontempluje Oblicze Boga. Ustawicznie łączy się z Nim w swoim sercu. Cała jej istota przemienia się w modlitwę, również codzienne obowiązki odnosi do Chrystusa i stara się wszystko czynić na Jego chwałę.

Wielką radością jest istnieć po to, by kochać Tego, który umiłował nas tak bardzo, że wydał za nas swoje życie...

...Kończąc swoje "opowiadanie" słyszę rozlegający się na korytarzu dzwonek... Pan Jezus zaprasza swoje oblubienice na spotkanie... Widzę jak siostry po skończonej pracy z radością biegną by chwalić modlitwą, Tego, który jest samą MIŁOŚCIĄ...

Tak bardzo cieszę się, że mogę do nich dołączyć!

"Nie oglądajcie się na życie, które płynie
na zewnątrz, bo życie z ducha jest lepsze."

św. Franciszek

siostra klaryska kapucynka

 

 

Jeżeli pragniesz ukochać "Miłość, która nie jest kochana" zapraszamy Cię do naszej kontemplacyjnej wspólnoty.

Napisz, zadzwoń, przyjedź!

 
Siostry Klaryski Kapucynki
ul. J. Piłsudskiego 48, 06-300 Przasnysz
tel. [0 29] 752 24 66
 

 

Rozpoczynając życie zakonne.

 

"Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga,
W Panu wybrałem sobie schronienie,"

(Ps 73,28)

Werset ten stał mi się bardzo bliski, gdyż odzwierciedla w sposób jakże prosty i delikatny pragnienie życia kontemplacyjnego - życia, które zawsze w jakiś sposób mnie intrygowało i pociągało. Cały czas jednak decyzja o podjęciu takiego "wyzwania" pozostawała odległa i niemalże nieosiągalna. Trudno było bowiem pojąć cichy i prawie niedosłyszalny w zgiełku spraw tego świata głos Chrystusa oraz swoją ludzką naturą przyjąć wezwanie. Zawsze podchodziłam do tego z niedowierzaniem - jak Bóg może zapraszać do takiego życia właśnie mnie, przecież jest tyle wspaniałych, świętych osób, które zapewne o wiele lepiej sprawdziłyby się w roli mniszki klauzurowej. Z takim przeświadczeniem odsunęłam więc od siebie słodkie szepty Ducha Świętego i zaczęłam poszukiwać Woli Bożej w zgromadzeniach czynnych. Nigdy nie mogłam jednak znaleźć odpowiedniego i zawsze pragnęłam czegoś innego, właściwie sama bojąc się przed sobą przyznać, że Pan Bóg ma już dla mnie drogę i tak cierpliwie oraz pokornie na nią zaprasza.

Poza tym wciąż nie byłam w stanie powiedzieć, czy to, co tak ciągle szamoce się w mojej duszy, to rzeczywiście głos Pana, czy tylko moje własne pragnienia i sympatie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że przecież Bóg przemawia do człowieka poprzez pragnienia jego serca i właśnie tą drogą objawia Swoja Wolę i zaprasza do radosnej współpracy.

Dobrze pamiętam jedne rekolekcje, na które pojechałam pełna nadziei, ze w końcu będę mogła spokojnie zastanowić się nad dalszą drogą życia i dobrze "przemodlić" decyzję. Pan Bóg jednak postanowił inaczej i akurat wtedy całkowicie zniknęła owa - towarzysząca mi już tak długo - potrzeba serca i nie byłam w stanie w ogóle modlić się w intencji rozpoznania powołania. Sytuacja była to nader dziwna i - można powiedzieć - dramatyczna, ale to właśnie ona pozwoliła mi uświadomić sobie, że myśli o zakonie mogą być rzeczywiście drogowskazami. Bez nich bowiem miałam odczucie, jakby dla mnie jednej już nie było żadnej drogi, żadnej misji - zupełna pustka.

Po tej próbie Pan nie pozostawił mnie jednak samej i znów łagodnie zapraszał, by być w końcu tylko dla Niego. Patrząc teraz na to wszystko z perspektywy czasu, doskonale widzę, że Bóg rzeczywiście przychodzi "nie przez wicher ogromny i nie przez ogień", ale daje znać o Swej Woli w lekkim powiewie, delikatnie - tak, by w żaden sposób nie pogwałcić naszej wolności i pozwolić podjąć w pełni świadomą decyzję.

Trudno jest oczywiście porzucić rodzinę, przyjaciół, przerwać studia, ale czy przecież Apostołowie nie pozostawili wszystkiego dla Jezusa? Oni też zdawali sobie sprawę ze swoich ułomności - "Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny" (Łk 5, 8) - powiedział św. Piotr, ale poszli za swoim Mistrzem mimo wszystko i wbrew wszystkiemu.

Życie w klasztorze kontemplacyjnym, to życie blisko Chrystusa - zaspokaja ono wszystkie potrzeby kochającego serca, bo czyż nie pragniemy być jak najbliżej swojego Ukochanego?

Tak bardzo cieszę się, ze Bóg pozwolił mi w taki sposób służyć Sobie i Kościołowi - w życiu ukrytym, prostym i cichym, ale tak mocno przenikniętym Jego obecnością. Czas podejmowania decyzji i rozpoznania powołania był okresem pełnym niepewności, lęku i niezdecydowania, ale wiem, że nie było w tym nic przypadkowego i małymi kroczkami Pan doprowadzał mnie na ścieżkę, którą dla mnie przeznaczył.

Dziś, rozpoczynając dopiero życie zakonne, mogę śmiało powiedzieć za św. Augustynem, iż "niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, Panie", bo Wola Boża jest zawsze najlepsza, nikt bowiem nie troszczy się o nas tak jak Ojciec.

siostra klaryska kapucynka

 
 

 

A bije na pewno!!!

Albo inaczej: ktoś puka do Twoich drzwi (cały czas zresztą), ale drzwi nie zostały otwarte, bo ciągle nie wiadomo, Kto puka. Ale puka do konkretnych drzwi - nie innych tylko Twoich... Dlaczego?... Nie wiem.... Ty też nie wiesz... Bo to jest Jego tajemnica.

Dlaczego puka?... Bo kocha, a nie jest kochany.

Im więcej czasu spędzamy z Kimś tym bardziej poznajemy Go i nasza miłość wzrasta. Ważny jest moment w powołaniu, w którym odkryjemy twarz Tego, Który puka do naszych drzwi. Kiedy odkryjemy, że jest to Żywy Bóg?

Znacznie łatwiej jest otworzyć drzwi i zaprosić Gościa do swego domu i radować się z Nim, kiedy oczami WIARY odkryjemy, Kim jest tajemniczy Przybysz...

Czy dzwon na wieży bije przez przypadek? Czy raczej oznajmia, że wkrótce ma rozpocząć się Eucharystia?...

"Uczyńcie Eucharystię centrum swojego życia." - tak powiedział Jan Paweł II, święty Papież. A jeśli Tajemniczy Przybysz zaprasza Cię na spotkanie Eucharystyczne, to czy miałabyś odwagę przyjąć jeszcze raz Jego zaproszenie?...

I krok po kroku na Eucharystycznym szlaku życia, co dzień coraz bardziej odkrywać, Kim jest ten, który pukał, a jest obecny pod kruchą Hostią. Miłość wzrasta wraz z poznaniem Osoby, a On mówi: "Ja Jestem"... Czy chcesz Go najpierw lepiej poznać, by Twoje serce biło dla Niego, a kiedyś zobaczyć Go na własne oczy i radować się przez całą wieczność, że odważyłaś się skorzystać z cichego zaproszenia Jego miłości?...

siostra klaryska kapucynka
 
 
 
 
 
 

"Panie, bądź błogosławiony, Ty, któryś mnie stworzył"                                                                      (3P 20).

Tak św. Klara pod koniec swego życia wyraża swoją miłość do Stwórcy, który powołał ją do jedności ze Sobą.

Okres trwający od Niedzieli Palmowej 2003r. do 11 sierpnia 2004 był rokiem jubileuszowym 750-lecia śmierci św. Klary z Asyżu. Przy tej okazji nie sposób pominąć faktu, iż Bóg spojrzał na nią ze szczególną miłością, a ona z radością odpowiedziała na tę miłość - co jest niezwykle piękne.

"Całym sercem pokochaj Tego, który się cały oddał dla twej miłości" pisze do św. Agnieszki. Te słowa są aktualne, dotyczą również Ciebie...

Życie św. Klary w klasztorze kontemplacyjnym stanowiło nieustanny hymn chwały i dziękczynienia dla Tego, który ja stworzył, prowadził, umiłował. "Przeglądała się w Umiłowanym, została przemieniona w Tego, którego kontemplowała", a który z miłości do ludzi pozostał na ziemi jako "Więzień Miłości", ukryty w Tabernakulum.

Święta w pełni odpowiedziała na wołanie Pana poprzez ofiarę ze swego życia i nieustanne trwanie przy Nim. W ten sposób wypraszała łaski dla świata.

Co więcej, jej istnienie "było drogą oczyszczenia, obróbki, celem ukazania obrazu Boga w nas w sposób możliwie najbardziej przejrzysty".

"Klara wybrała klauzurę w San Damiano nie po to, aby uciekać od świata, wobec którego żywiła podziw i miłość, ale by móc całym sercem oddać się na służbę umiłowanemu nade wszystko Bogu. Klauzura dla św. Klary stała się środkiem miłości Boga poprzez uwielbienie i miłość człowieka poprzez modlitwę wstawienniczą, apostołując w ten sposób w świecie".

Apostolat modlitwy i kontemplacji św. Klary rozlewał się na cały świat, a także na jej bliższe otoczenie: "We łzach błagała Pana o litość nad ukochanym miastem Asyżem, oblężonym przez wrogie wojska i miasto zostało ocalone. Płakała nad grzesznikami, który groziło potępienie. Przyjmowała strapionych i ubogich, którzy szukali za pośrednictwem jej modlitwy pociechy w niedoli. Chore dzieci powierzane przez zapłakane matki jej modlitwie odzyskiwały zdrowie. Małżonkowie Żyjący w separacji dzięki jej modlitwie powracali do zgody".

Modlitwa ma ogromną moc! Świat dawno przestałby istnieć, gdyby nie był wspierany przez modlitwy dusz oddanych Bogu.

W życiu nie ma przypadków. W istocie nad wszystkim czuwa kochająca ręka Jezusa.

Może czyjeś modlitwy wyjednały i dla Ciebie łaskę miłości ku Stwórcy- tak ogromną, (jaką odczuwała Klara), że może ją zaspokoić tylko całkowite oddanie się Jezusowi w życiu zakonnym? Pomyśl teraz - jeżeli zrodziła się u Ciebie myśl pójścia za Chrystusem ubogim i ukrzyżowanym, tak jak to uczyniła św. Klara- to skąd ta myśl i dlaczego akurat w tym kierunku?

Wszystko co mamy dobrego - pochodzi od Boga ...

"Bóg nie myli się"!

Rozeznanie powołania jest niejednokrotnie drogą pełną trosk, niepewności, niedowierzania powołaniu, wewnętrznego szarpania... A jednak to poruszenie serca; powtarzająca się myśl skierowana w stronę Jezusa, a jednocześnie budząca mnóstwo obaw i niepokoju - to głos powołania, który powoduje w duszy wrażenie, że człowiek nie jest na swoim miejscu.

Zdarza się, że człowiek broni się przed swoim powołaniem, które daje mu Pan. Ucieka do hałasu, przyjemności światowych. Ale czy są one w stanie ukoić dotknięte przez Boga serce - pragnące już tylko Jego samego?

Dusza ku której Jezus zwrócił swoje spojrzenie, pragnie od tej pory wyłącznie Wody z Źródła Życia. "Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza" (J 7, 37 - 38).

Jezus jednak nie jest gwałtowny i natarczywy. On delikatnie dotyka duszy i szepcze do niej: "Pójdź za Mną".

"Miłość nie jest kochana". Miłość, która oddała życie za nas wszystkich i mimo to pozostaje zamknięta w Tabernakulum jako Więzień Miłości.

Może nawet człowiek byłby w stanie pójść za Jezusem, ale... tyle rzeczy łączy go ze światem, a które skłaniają do pokuszenia się o stwierdzenie: "Przecież żyje się tylko raz".

Rzeczywiście wszystko co stworzył Bóg jest piękne, ale dane człowiekowi nie jako źródło szczęścia samo w sobie, lecz po to by właściwie używane przymnażało Bogu chwały.

MARNOŚĆ NAD MARNOŚCIAMI i pogoń za wiatrem...

Wszystko co ziemskie przemija. Cóż z tego, że dziś jest nowe i świeci swym blaskiem - to wszystko przeminie.

"Marnością jest miłowanie tego, co przemija nader szybko, a nie spieszyć tam, gdzie trwa wieczna radość". [Naśladowanie Chrystusa - Tomasz a Kempis]

Człowiek na moment może zejść z właściwej drogi, zagłuszyć głos powołania, ale... nic nie ukoi jego wnętrza, nic ani nikt nie da mu szczęścia!

"Kochaj Mnie, a będziesz szczęśliwa. Im bardziej Mnie będziesz kochać, tym bardziej będziesz szczęśliwa". [Jezus do Konsolaty - mniszki klaryski kapucynki z Turynu].

Czym jest ziemskie życie - nawiązując do poprzedniej myśli - czy warto żyć przekonaniem, że żyje się tylko raz?

Życie jest mostem , przez który przechodzimy z życia ziemskiego do życia wiecznego. Na moście nie buduje się domów...

Tak naprawdę tutaj jesteśmy pielgrzymami - zmierzamy do Domu Ojca.

Wbrew pozorom czas płynie bardzo szybko. Minuta za minutą , miesiąc za miesiącem... rok za rokiem...

Pytanie gdzie jestem w swojej wędrówce: stoję w miejscu, idę naprzód, a może cofam się?

Co człowiek może sam z siebie? Niewiele. A Jezus kolejny raz wyciąga dłoń i szepcze: "Pójdź za Mną". Nieustannie ponawia swoje zaproszenie.

Czy można odmówić swemu Bogu, który sam wie co dla każdego z nas jest najlepsze?

"Pójdź za Mną" - tym razem te słowa Jezus skierował do Ciebie. A swoją drogą musisz Bogu być bardzo bliska, ważna, skoro daje Ci Pan tak wielkie powołanie do "ukochania Miłości, która nie jest kochana" za wszystkich, którzy jej nie kochają.

"Kochaj Mnie za wszystkich, i przez modlitwę , swoją ofiarę przygotuj w świecie przyjście Mojej miłości". [Jezus do s. Konsolaty]

Mniszki Klaryski Kapucynki w szczególny sposób łączą się z Chrystusem w Jego dziele odkupienia, razem ze Zbawicielem składają ofiarę Bogu Ojcu za zbawienie dusz. Na świecie jest wiele zgromadzeń, które powołał do istnienia Bóg. Każde z nich realizuje w swoim charyzmacie inny aspekt życia Chrystusa. Jednak ukochanie Chrystusa w klasztorze kontemplacyjnym mające na celu złączenie się z Jezusem w Jego ofierze zbawczej jest uznane przez Kościół jako najwyższy wymiar miłości jaką może ofiarować Bogu człowiek.

Jezus, który jest Miłością mówi o sobie "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem". Jezus przemawia do duszy w ciszy.

Pan Jezus utajony w Najświętszym Sakramencie mieszka w centrum klasztoru. Jak dobrze jest mieszkać w Domu Pana.

Czy człowiek jest w stanie żyć bez miłości, przecież:

"Miłujący fruwa, biegnie i cieszy się. Jest wolny i nic go nie zatrzymuje. Daje wszystko za wszystko i ma wszystko we wszystkim. Nie patrzy na dary, lecz zwraca się ponad wszystkimi dobrami ku obdarowującemu. Miłość często nie zna miary, lecz ponad wszelką miarę wrze". ("Naśladowanie Chrystusa")

Czy można odmówić Chrystusowi? Jasne, że tak, przecież to nasz wybór, ale czy to jest właściwy wybór?...

Jezus nikogo nie zmusza na siłę, On z łagodnością w głosie mówi jak do Samarytanki, kiedy zmęczony drogą, usiadł przy źródle: "Daj Mi się napić!". Podobnie mówi do duszy , którą powołuje na Swoją wyłączność. Dalej Jezus mówi: "Każdy kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu".

Jaką odpowiedź na te słowa dasz Panu Jezusowi? Czy taką jak owa kobieta: "Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać".

A zatem kto idzie za Jezusem nie potrzebuje już wody z ziemskiego źródła, bo Pan sam go pokrzepia.

"Kto idzie za Mną, nie chodzi w ciemnościach" [J 8, 12].

Może warto zadać sobie pytanie: Czy ja kroczę w ciemnościach? Odpowiedzią może być pytanie retoryczne: A czy idę za Jezusem, który mnie woła?...

Co oznacza odmowa skierowana w stronę Chrystusa?

Szczerze? - OK.! Wewnętrzny bezsens - dla człowieka. A poza tym mimo wszystko taka decyzja oznacza kolejną chłostę Boskiego Oblicza. Najprościej mówiąc - to oplucie Go i odwrócenie się od Niego.

Jak ja bym się czuła gdyby ktoś odwrócił się ode mnie...

Mógłby ktoś powiedzieć "no dobrze, ale to nie jest takie proste, bo: (rodzina, znajomi, strach przed nie znanym...)" Pewnie, że nie! Chyba nie każdy chce pamiętać że życie na ziemi nie zostało nam dane po to by próbować wszystkich jego (złudnych) przyjemności. A śmierć krzyżowa Jezusa za nasze grzechy - była prosta i przyjemna?!!!

Jaką wartość w wymiarze kruchego mostu mają gromadzone na nim marności? Czy jest sens oglądać się na nie? Jeśli jutro może ich już nie być, to czy mogą one być przeszkodą pójścia za Chrystusem...

W istocie przejście przez "most" trwa zasadniczo chwileczkę w porównaniu z wiecznością - Bóg przecież stworzył człowieka do życia wiecznego nie ziemskiego. Czego zatem stworzenie ma tu żałować?

"Cóż z tego, że okręt zatonie, jeżeli Bóg jest oceanem"

Warto rozeznać swoje powołanie - nie odwlekać i nie odkładać na potem. Jeżeli Jezus stwarza w duszy ogromną miłość do Niego i czyni wszystko inne nieistotnym, to co innego może znaczyć stwierdzenie: "muszę to jeszcze przemodlić" jak nie to, że muszę się z Bogiem jeszcze potargować. Jeśli nie odpowiadam na Jego wołanie, upajam się samą myślą, że "dobrze byłoby pójść za Nim", ale niczego konkretnego nie robię w tym kierunku to jestem tylko marzycielem i tchórzem!!!

Gdzie szukać odpowiedzi na dręczące pytanie?

Bóg mówi w Eucharystii, w ciszy - we wnętrzu serca, posługuje się ludźmi, a także w Piśmie Świętym, gdzie czytamy, że mamy być zimni albo gorący - nie letni. Powiedzenie Bogu - nie wiem, może za Tobą pójdę, a może nie - rani Go przede wszystkim, a nas czyni letnimi.

A dalej: Niech nasza mowa będzie: Tak - tak, nie - nie.

"Bóg jest Miłością" - dzisiaj Jezus puka do Twoich drzwi. Musisz je zdecydowanie zamknąć albo otworzyć! Jak odpowiesz Jezusowi, który Cię woła: "Pójdź za Mną". Czy kochasz Go prawdziwie i czy w końcu w Jego Domu (klasztorze), przed Nim samym ukrytym w Przenajświętszym Sakramencie, wśród Jego oblubienic wyszepczesz: "Panie, oto jestem, przecież mnie wołałeś".

Odwlekanie decyzji też jest odmową, tylko w zakamuflowanej formie.

Jeżeli chcesz w pełni z miłością odpowiedzieć na wołanie Chrystusa w Twojej duszy, to przyjedź do Jego Domu i przekonaj się jak wielka jest miłość Jezusa do tych, których wybrał na szczególną służbę.

O nic się nie martw, wszystko oddaj Panu - On o wszystko sam zatroszczy się. Nic Jezusa nie rani tak bardzo jak brak miłości i ufności Jego Sercu!!!

Niech Pan Ci błogosławi i niech Cię prowadzi.

To od Ciebie zależy jak odpowiesz Chrystusowi, który powołuje Ciebie podobnie jak kiedyś zaprosił św. Klarę do umiłowania Go na drodze kontemplacji, czystości i ubóstwa.

Czy zdarzy się kiedyś moment, w którym podziękujesz Panu za dar powołania - z pewną świadomością i akceptacją tego jaki jest człowiek i że takim właśnie stworzył go Bóg i nie innego powołuje.

Niech dzień, w którym odpowiesz na zaproszenie Jezusa by kroczyć Jego śladami, będzie najpiękniejszym w Twoim życiu. Pan Wszechświata wyciąga rękę właśnie do Ciebie. Czy można uczynić inaczej niż tylko uchwycić ją mocno i podobnie jak św. Klara wyszeptać z radością: "Panie, bądź błogosławiony, Ty któryś mnie stworzył" ...bo ukochałeś mnie nieskończenie i dajesz mi łaskę miłowania Ciebie - DAR POWOŁANIA.

siostra klaryska kapucynka

 

Jeżeli pragniesz ukochać "Miłość, która nie jest kochana" zapraszamy Cię do naszej kontemplacyjnej wspólnoty.

Napisz, zadzwoń, przyjedź!


Siostry Klaryski Kapucynki
ul. J. Piłsudskiego 48, 06-300 Przasnysz
tel. [0 29] 752 24 66

 
 
                                                Copyright © Mniszki Klaryski Kapucynki   Designed by WebDawid